21 marca, piątek
II Tydzień Wielkiego Postu
Prowadzący:
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Wszyscy:
Amen.
Prowadzący:
Panie Jezu Chryste, idziemy dziś Twoją drogą krzyżową, która jest również drogą Kościoła – Twojego Mistycznego Ciała. W każdej epoce historia Męki Pańskiej powtarza się w życiu wspólnoty wierzących. Kościół dźwiga krzyż – krzyż podziałów, niezrozumienia, odrzucenia i grzechu swoich dzieci.
Pragniemy dziś rozważać ten krzyż jako znak naszego powołania do wierności, jedności i nadziei. Niech ta Droga Krzyżowa stanie się dla nas czasem wewnętrznego nawrócenia, byśmy jako Lud Boży potrafili odpowiedzieć na Twoje wezwanie do świętości.
Wszyscy:
Amen.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Nie mamy innego króla, tylko Cezara” (J 19,15).
Tłum, który jeszcze niedawno wołał „Hosanna!”, teraz krzyczy „Ukrzyżuj Go!”. Odrzucenie Chrystusa to nie tylko wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat – to codzienna rzeczywistość naszego świata. Dziś Jezus jest ponownie skazywany w sercach tych, którzy wolą ideologie, władze i wartości tego świata ponad Jego naukę.
Kościół także stoi na sądzie. Jest oskarżany o przestarzałość, nienawiść, sprzeciw wobec nowoczesności. A jednak nie może zdradzić Ewangelii, nie może wyrzec się swojego Króla.
Panie Jezu, daj nam odwagę, byśmy byli wierni Tobie, nawet gdy świat odrzuca Twój Kościół.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Jeśli kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż i Mnie naśladuje” (Mt 16,24).
Dążenie do jedności Kościoła jest trudnym krzyżem. Podziały są łatwiejsze, wygodniejsze. Jezus bierze krzyż jako znak pojednania Boga z człowiekiem. Czy my bierzemy na siebie krzyż wierności Kościołowi, nawet gdy oznacza to odrzucenie przez świat?
Panie, spraw, abyśmy umieli dźwigać krzyż jedności, a nie dzielić Twojego Kościoła.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Wszyscy zbłądzili, razem stali się nieużyteczni” (Rz 3,12).
Kościół upada, gdy jego dzieci tracą wiarę. Kiedy Eucharystia przestaje być centrum życia chrześcijanina, zaczyna on oddalać się od Boga. Jezus powstaje – czy my także podnosimy się, wracając do źródła, którym jest Jego Ciało i Krew?
Panie, naucz nas żyć Eucharystią, byśmy nie upadli w naszej wierze.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Oto Matka twoja” (J 19,27).
Maryja jest obrazem Kościoła, który trwa przy Jezusie nawet w największym cierpieniu. Kościół nie jest tylko instytucją – jest Matką, która troszczy się o swoje dzieci i prowadzi je do Chrystusa. Czy my kochamy Kościół, jak Jezus kochał swoją Matkę?
Panie, spraw, byśmy kochali Twój Kościół jak Matkę i pozostali wierni jej nauczaniu.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Jeden drugiego brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2).
Szymon z Cyreny został zmuszony do pomocy Jezusowi – nie chciał tego, nie czuł się gotowy, nie pragnął angażować się w sprawy, które go nie dotyczyły. A jednak jego ręce dotknęły świętego krzyża.
Jak bardzo przypomina to nasze podejście do Kościoła! Gdy słyszymy, że trzeba coś zrobić – pomóc, podjąć obowiązek, włączyć się w życie wspólnoty – natychmiast znajdujemy tysiące wymówek. „Nie mam czasu.” „Mam inne plany.” „Niech ktoś inny to zrobi.”
A jednak Bóg wie, że czasem musimy zostać przymuszeni, by odkryć, że praca dla Kościoła jest łaską, a nie ciężarem. Szymon nie wiedział, że jego pomoc wpisze się w dzieło zbawienia. Tak samo my – nie wiemy, jak wielkie owoce może przynieść nawet najmniejsze nasze zaangażowanie.
Panie, daj nam serce gotowe do pracy dla Twojego Kościoła, nawet gdy wydaje nam się, że mamy coś ważniejszego do zrobienia.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Panie, kiedy widzieliśmy Cię spragnionym, a nie daliśmy Ci pić?” (Mt 25,44).
Weronika nie miała władzy, nie była znaną postacią, nie mogła zmienić losu Jezusa. Ale zrobiła jedną rzecz – z miłością otarła Jego twarz.
Dziś Kościół – Twój Mistyczny Ciało – jest oszpecony. Przez grzechy wiernych i duchowieństwa, przez fałszywe oskarżenia, przez niezrozumienie świata. Twarz Chrystusa w Jego Kościele jest raniona, opluwana, zniekształcana.
Czy my mamy odwagę być Weroniką? Czy mamy odwagę bronić świętości Kościoła, ukazywać jego prawdziwe oblicze, nie poprzez dyskusje i debaty, ale przez życie w prawdzie i miłości?
Jezus zostawił Weronice swój wizerunek – bo każda miłość, która wypływa z serca, zostawia w duszy człowieka ślad Boga.
Panie, spraw, abyśmy przez naszą wierność Ewangelii przywracali blask Twojemu Kościołowi.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Ja zaś modliłem się za ciebie, aby nie ustała twoja wiara” (Łk 22,32).
Jezus upada – nie z powodu swojej słabości, ale pod ciężarem grzechów świata. Kościół również upada, gdy jego dzieci stają się letnie w wierze.
Czy nasza wiara jest silna? Czy bronimy Ewangelii, gdy inni ją odrzucają? Jezus powstaje po upadku – Kościół także wstaje, gdy jego wierni się nawracają.
Panie, umocnij naszą wiarę, abyśmy nie upadli w zwątpienie.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi” (Łk 23,28).
Jezus nie chce powierzchownego współczucia – On pragnie nawrócenia.
Kościół dzisiaj często wywołuje emocje – wzruszenie, oburzenie, podziw lub złość. Ale czy nasza reakcja jest głęboka? Czy zamiast oceniać innych, potrafimy spojrzeć na własne życie i zobaczyć, gdzie potrzebujemy nawrócenia?
Panie, przemień nasze serca, byśmy płakali nad własnym grzechem, a nie tylko nad grzechami innych.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40).
Jezus upada po raz trzeci – to moment największego zmęczenia, niemal granica wytrzymałości.
Kościół także doświadcza momentów kryzysu. Gdy milkną chrześcijanie, świat przestaje słyszeć Ewangelię. Ale Bóg nigdy nie pozwoli, by Jego prawda została zniszczona. Jeśli ludzie nie będą głosić Chrystusa, nawet natura będzie świadczyć o Nim.
Panie, daj nam odwagę głosić Ewangelię, by kamienie nie musiały krzyczeć za nas.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Oto Ja czynię wszystko nowe” (Ap 21,5).
Jezus zostaje pozbawiony szat, odarty ze wszystkiego – z godności, wstydu, ludzkiej ochrony. Stoi bezbronny przed światem, wystawiony na szyderstwo i wzgardę.
Kościół także doświadcza tego obnażenia. Przez fałszywe oskarżenia, przez zdradę jego własnych synów, przez kompromisy z duchem świata. Próbują odebrać mu godność, zamknąć mu usta, uczynić go instytucją przeszłości, pozbawioną autorytetu i znaczenia.
A jednak w tym odarciu kryje się tajemnica odnowy. Jezus, obnażony, jest bardziej wolny niż ci, którzy Go sądzą. Nie ma nic, a jednocześnie posiada wszystko, bo jest pełnią prawdy i miłości. Kościół, gdy traci to, co doczesne – swoją pozycję, majątek, wpływy – nie przestaje być Kościołem. Przeciwnie – staje się bardziej podobny do Chrystusa, gotowy na nowe życie.
Panie, pomóż nam nie bać się odarcia, które oczyszcza i prowadzi do odnowy.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).
Cierpienie Chrystusa osiąga swój szczyt. Przybity do drzewa krzyża, unieruchomiony, pozornie pokonany – a jednak to właśnie w tym momencie dokonuje się największe zwycięstwo.
Kościół również jest dziś przybijany do krzyża. Czasem przez otwarty atak świata, który chce go uciszyć, odebrać mu prawo do głoszenia prawdy. Czasem przez własnych członków, którzy go zdradzają, opuszczają lub osłabiają swoją letniością. Czasem przez tych, którzy oczekują, że Kościół się dostosuje, złagodzi naukę, dostosuje Ewangelię do ludzkich pragnień.
Ale krzyż nie jest końcem. Krzyż jest drogą do zmartwychwstania. Jezus z niego przemawia – nie oskarża, nie odpłaca złem za zło, ale przebacza. Kościół też jest powołany do tej samej miłości.
Panie, naucz nas przyjmować cierpienie Kościoła jako drogę do Twojej chwały.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Wykonało się” (J 19,30).
Śmierć Jezusa wydaje się porażką. Milknie Jego głos, Jego ciało staje się bezwładne, uczniowie tracą nadzieję. Świat triumfuje – myślą, że to koniec.
Kościół także przeżywa swoje godziny ciemności. Gdy wydaje się, że został pokonany, że ludzie odchodzą, że słabnie, że jego misja się kończy. Jak wielu w historii ogłaszało już jego śmierć!
A jednak Kościół nie umiera, nawet gdy wydaje się opuszczony i wyśmiany. Bo Kościół to Chrystus, a Chrystus nie pozostaje w grobie.
Gdy Jezus umiera, wydaje ostatnie tchnienie – ale to tchnienie staje się początkiem nowego życia.
Panie, gdy w naszym życiu, w świecie, w Kościele wydaje się, że wszystko umiera – daj nam nadzieję, że Ty jesteś źródłem życia, którego nic nie pokona.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, pozostanie tylko samo, lecz jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24).
Jezus nie żyje. Jego ciało zostaje zdjęte z krzyża i złożone w ramionach Matki. Ostatnia droga prowadzi do grobu – miejsca, które w oczach świata oznacza koniec.
Czy tak samo nie patrzymy czasem na Kościół? Jak na coś, co powoli traci znaczenie, co umiera, co powinno zostać pogrzebane? Tak myśleli też ci, którzy zamykali ciało Jezusa w grobie – nie spodziewali się, że to dopiero początek.
Gdy wydaje nam się, że wszystko już stracone, że nie ma nadziei, przypomnijmy sobie tę scenę. Bo zaraz nastanie poranek Zmartwychwstania.
Panie, daj nam wiarę, że nawet w chwilach największej ciemności Ty przygotowujesz coś nowego.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
„Nie ma Go tutaj, zmartwychwstał” (Łk 24,5-6).
Jezus został złożony do grobu – wydawało się, że to koniec. Tak samo wielokrotnie ogłaszano „koniec Kościoła”. Ale Kościół nie jest instytucją ludzką – jest Ciałem Chrystusa, które nie umiera, ale oczekuje zmartwychwstania.
Czy my wierzymy w to, że Bóg nie pozwoli Kościołowi umrzeć? Czy ufamy, że pomimo kryzysów, wątpliwości i ludzkiej słabości Kościół nadal pozostaje miejscem Bożej obecności?
Panie, spraw, abyśmy nie szukali życia poza Tobą.
Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Prowadzący:
Panie Jezu, dziękujemy Ci za tę drogę. Była to droga bólu, ale i miłości. Naucz nas, że Twój Kościół, nawet jeśli cierpi i jest prześladowany, jest miejscem naszego zbawienia.
Wszyscy:
Amen.
Prowadzący:
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Wszyscy:
Amen.
+ Robert Matysiak NCC